Smaki życia - książki

Dodane 2008-10-27 21.28, komentarzy 1 - dodaj komentarz Miejsce: Trójmiasto Tagi: stephen king roland mroczna wieża ksiązki fantastyka

Na blogu smakoszy o książkach zdaje się jeszcze nie pisałam, ale od jakiegoś czasu kiełkuje we mnie myśl, by zacząć. A to za sprawą Romana Wojciechowskiego, który o książkach pisze, przypominając jednocześnie, że smakoszem można być nie tylko jedzenia, ale również przyjemności duchowych.

Ale nie o Romanie Wojciechowskim chciałam, tylko o poleconej przez Jego osobę książce Stephena Kinga 'Roland' - czyli pierwszej części "Mrocznej wieży".

Dziś skończyłam bowiem Rolanda i uczucia mam co najmniej ambiwalentne (tak, o kinie też pewnie prędzej czy później napiszę, ale może i Ambiwalencja się skusi na powrót?).

UWAGA PONIŻSZY WPIS ZDRADZA SZCZEGÓŁY KSIĄŻKI

Sama nie wiem czemu, ale choć oderwać nie jest się od Rolanda łatwo, w gruncie rzeczy to dość przeciętna, a nawet, rzekłabym, słaba książka (zwłaszcza jak na Kinga). Historyjka w sumie taka sobie, język przeciętny z tendencją do średniego, akcja toczy się jakoś tak bez sensu. Przyspiesza, gdy chcę się rozsmakować w retrospekcjach, zwalnia, gdy dzieje się coś ważnego.

Czytając, nie mogłam pozbyć się wrażenia przypadkowości i braku pomysłu na tę historię. Świat przedstawiony kupy się nie trzyma, z całym szacunkiem. Sam Roland jest bezpłciowy - ni to emocjonalny i głęboko myślący wrażliwy mężczyzna, ni to prosty jak konstrukcja cepa zabijaka. Retrospekcje nie wyjaśniają niczego, co dzieje się tu i teraz. Dwukrotnie zdarzyło mi się również wracać o dwie strony, gdy język niezbyt giętki z kartek próbował wyjaśnić, co się właściwie z Rolandem teraz dzieje.

King słowem nie wyjaśnia bardzo dziwnego i dość przypadkowego - jak na moje oko - pomysłu na rzeczywistość, w jakiej obsadza bohaterów. Na stronach pojawiają się fluorescencyjne mutanty, zniekształcone zwierzęta, pozostałości po naszych czasach, pustynie, góry, zamki i bale, opuszczone wioski i zniekształcona wiara chrześcijańska, a jednocześnie pomysły te nie wyjaśniają nic o tym świecie i ja ich zwyczajnie nie kupuję. Nie dlatego, że nie kupuję świata bez zwierząt z mutantami, bo za dużo się naczytałam takich opowieści. Nie kupuję, bo w Rolandzie ten świat nie ma sensu.

Zaś próba wyjaśnienia, zawarta w końcowych stronach, opowieść o źdźble trawy, którą jest wszechświat... cóż, jest napompowana, lecz całkowicie pusta w środku. To bowiem poziom przemyśleń z wypracowań licealnych maniaków Lema i Dicka. Ta właśnie część rozczarowuje bardziej nawet, niż powolne mutanty.

Oczywiście, przeczytam sagę do końca. King napisał Rolanda w 1970 roku, w przedmowie wprost przeprasza czytelników za ówczesną niedojrzałość.

No i, muszę przyznać, mimo wszystkich wad, cholera, wciągnęła mnie ta historia.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Roman Wojciechowski Roman Wojciechowski
Książki Dodane

Miłe, że jednak wciąga ale na dodatek opisując rzecz muzycznie to remix, bowiem pierwotna opowieść wyglądała jeszcze inaczej, rzekłbym gorzej o czym King wspomina. Pytanie czy świat dziewiętnastolatków jest inny od naszego ... jednak tak i tu proponuję przeczytać wstęp Kinga....Droga Nadredaktor ale "chlebek" i potencjalnych czytelników Smaki życia mi zabierają:( Jednak konkurencja najważniejsza:) Powodzenia:)

Dodaj swój komentarz:

Oliwia Piotrows...

Oliwia Piotrowska

X Miejsce w rankingu

Jako była szefowa redakcji od samego startu miałam zaszczyt budować z Wami potęgę MM Trójmiasto. Obecnie zajmuję się rozwojem redakcyjnym dziesięciu portali MM Moje Miasto, choć zawsze blisko mi do Trójmiasta :-) :: gg 2207118 :: skype thuring_wethil :: oliwia.piotrowska@mmtrojmiasto.pl

2207118