Piszemy o Trójmieście, jednak ostatnio wydarzyła się w zupełnie innym regionie sprawa, która bulwersuje mnie na tyle, że postanowiłam ją opisać Wam, kochani czytelnicy bloga smakoszy.
Jak wiecie lub nie wiecie, zdarza mi się odwiedzać imprezy i festiwale organizowane w całym kraju przez ludzi kochających muzykę, nazwijmy ją szeroko, dark independent. Nie wnikając specjalnie, czym ta muzyka jest, kto jej słucha i czym się charakteryzuje, bo nie o tym niniejsza notka (dla zainteresowanych, polecam pobieżną notkę na Wikipedii - KLIK) napiszę o pewnym incydencie, który od soboty odbija się czkawką w internecie.
Imprez z tego nurtu w Polsce nie jest wiele, a większość z tych niewielu to małe wydarzenia miejskie, imprezy djskie organizowane w klubach. Jest też kilka festiwali. Co ważne, scena dark independent ma swoje prawdziwe gwiazdy - i znów, nie wnikając szczegółowo, jedna z nich, Diary of Dreams - KLIKNIJ, miała zagrać w Polsce, a konkretnie w Kłodzku, w ubiegłą sobotę. Impreza nazywała się Alternatywna Twierdza i oprócz DoD, na scenie miała gościć Digital Factor, Daimonion i Deathcamp Project.
Ponieważ, jak wspomniałam wcześniej, oprócz klubowych imprez koncertów nie odbywa się w naszym kraju wiele, informacja o Alternatywnej Twierdzy odbiła się szerokim echem po tematycznych portalach, a ilość osób planujących sobotni wypad do Kłodzka zapewne liczona była w tysiącach. Sama chętnie bym pojechała, jednak do urlopu mam jeszcze dwa tygodnie, a Kłodzko leży kawałek stąd.
Niemniej, wielu znajomych w sobotnie popołudnie przesyłało mi podekscytowane w treści smsy z kłodzkiej twierdzy, oczekując wśród podobnych sobie osób na wieczorne koncerty.
I nagle w nocy okazało się, że koncerty się nie odbędą.
Z początkowych głosów zniesmaczonych ludzi dowiedziałam się (choć podobno chaos informacyjny panował totalny), że w Kłodzku do akcji ruszyły, cytuję, moherowe bojówki i sabotowały imprezę w najprostszy możliwy sposób - odcinając kabel zasilający scenę.
Kiedy w niedzielę przejrzałam pobieżnie internet, ku mojemu zdumieniu odnalazłam w nim mnogość informacji na temat imprezy, w większości potwierdzających pierwsze rewelacje. Podobno zasilanie zostało przecięte dwukrotnie, za pierwszym razem jednak, w czasie prób, udało się je przywrócić. Podobno w dzień imprezy po mieście krążyły, cytuję, moherowe bojówki, z petycją o odwołanie imprezy, cytuję, szatanistycznej. Podobno burmistrz Kłodzka wydeptał dróżkę do miejscowego proboszcza. Podobno Kłodzko nie chciało u siebie satanistów.
Impreza miała być to wyjątkowa, choćby dlatego, że organizowana wraz z we współpracy z Urzędem Miasta Kłodzka, Kłodzkim Ośrodkiem Kultury i Ośrodkiem Sportu i Rekreacji. Niesłychane, w kraju gdzie wciąż za wysokie koturny, zbyt czarny makijaż i zbyt wyzywająca biżuteria wzbudza ogromne zainteresowanie współpasażerów byle tramwaju. Czy samo miasto postanowiło jednak zmienić zdanie?
Co ciekawe, na oficjalnej stronie imprezy - KLIKNIJ widnieje informacja, że organizatorzy czekają na stanowisko urzędników.
A w internecie wrze. Spektrum emocji jest ogromne, od osądzania organizatorów od czci i wiary, że agregatów nie załatwili, że wojsko powinno chronić twierdzę, że koncerty można było w ostatniej chwili przenieść, po pełną nienawiść pod adresem Kłodzka, jego mieszkańców burmistrza, księdza i wszystkich katolików w ogóle.
A mnie się nasuwają trzy refleksje.
Po pierwsze, to sprawa, którą całkowicie zignorowały media, choć podobno informowano wszelkie stacje, redakcje i dziennikarzy. Gdyby sprawcą zamieszania był Ryszard Nowak, napisaliby o tym wszyscy - od prawa do lewa.
Po drugie, znów przyjdzie nam z utęsknieniem wyczekiwać na koncerty Castle Party i Gothic.pl, bo każdy organizator w kraju zastanowi się piętnaście razy, zanim zorganizuje imprezę ryzykując reputację, pieniądze, stracony czas i psioczenie po sieci.
Po trzecie, chwała i szacunek mieszkańcom malutkiego Bolkowa, którzy jak nikt na świecie przez trzy dni w roku goszczą dziwnie ubranych ludzi, oddając im swoje domy na kwatery, rozmawiając na ławce pod pomnikiem Jana Pawła II i sprzedając za grosze własnoręcznie robione kanapki.
Polska A i Polska B normalnie, tylko podział biegnie już gdzie indziej. A miejsce na skali satanistyczności w przypadku Diary f Dreams oceńcie najlepiej sami.
EDIT 22.20
Na stronie Diary of Dreams pojawił się oficjalny komentarz - KLIKNIJ
Dziś o imprezie z niesmakiem, czyli Alternatywna Twierdza w Kłodzku
Oliwia Piotrowska
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 602
- Wpisów na blogu: 29
- Komentarzy: 608
- Miejsc na mapie: 240


Pierwsze informacje o odcięciu zasilania potraktowałem z przymrużeniem oka, ale rzeczywiście - internet aż zawrzał. Sam zastanawiałem się czy nie jechać na koncert Diary. Już sobie wyobrażam mój stan po przejechaniu takiego kawału drogi, zerwaniu się z roboty i pod wpływem zmęczenia... Nie żałuję, że zostałem w domu... ominęło mnie niepotrzebne targanie nerwów.
Jestem tylko ciekaw skąd się wziął pomysł, że DoD mają cokolwiek wspólnego z satanistami...
to mało powiedziane...ta sytuacja pokazuje jak wielki wpływ ma ojciec R. i jego... radyjko!
Względna liczba naszych pań oscyluje - a to 39%, juz widywałem 40% i znowu 39%... Trzymam kciuki za panie!
Niedowieżanie to pewnie jak niedoważanie - niepełna gabarytowo wieża, jako i waga... Kompleks budowlany niedokończony, taki niedowieżony, czyli bez kilku brakujacych wieżyczek. :-)
Nie wierzę w tę nieśmiałość.
Czyżby rzecznik osób popełniających literówki? I czym się różni błąd od literówki? A ponadto tak zawoalowałem krytykę, że już bardziej się chyba nie dało, a jednak JWW wykrył aluzję...
Buźka dla Pana Wołodźki (chyba poprawnie deklinuję).
Jednak wolę spór o muzykę jak o literówki:) Niestety ten rodzaj muzyki jest postrzegany w lekko "paranoidalny"sposób przez organizatorów i aktywistów rożnych opcji, stąd takie właśnie zjawiska. Najlepiej przylepić etykietę i odciąć zasilanie:)))