Obojętnie mijałam go na korytarzu szkoły podstawowej, chociaż potykałam się o te same co on, brętowskie nagrobki, korzenie buków za kościołem i dziesiątki kamieni wokół nasypu kolejowego. Nasze dzieciństwo było wypełnione łomotem tych samych furmanek przejeżdżających pod oknami i nawoływaniem sprzedawców kartooooofli. Codziennie chodziliśmy tymi samymi drogami, ale najpewniej nigdy nie omiotłam choćby wzrokiem młodszego o rok chłopaka. Dzisiaj odrobinę bawi mnie otoczka towarzyszącej mu artystycznej nonszalancji, ale nade wszystko podziwiam jego literaturę, dowcip i elokwencję.
Mówi o sobie „gaduła”, ale jest gawędziarzem. Dziewięćdziesiąt minut przetrzymuje słuchaczy na twardych krzesłach, a nikt nie czuje niewygody. Uwielbia dygresje, ale nigdy nie gubi głównego wątku. Bawi, uczy i wzrusza - Paweł Huelle był gościem Filii Gdańskiej i spotkania z cyklu poświęconego gdańskiej tożsamości.
Korzenie sięgające Lwowa
Paweł Huelle urodził się w Gdańsku, ale jego korzenie sięgają Lwowa, do którego przodkowie od strony ojca przybyli z Austrii. Rodzina mamy również pochodzi z południa Polski, a o miejscu urodzenia się przyszłego pisarza zadecydował los.
Początkiem jego gdańskiej historii była podróż dwóch braci, którzy nad Dunajcem wodowali kajak, dopłynęli nim nad Motławę i tu w 1946 r. zaczęli szukać swojego miejsca na ziemi. Obaj rozpoczęli studia na politechnice, a życie potoczyło się naturalnym tokiem. Młodszy z braci ożenił się z przybyłą do Gdańska absolwentką wrocławskiej uczelni i w 1957 r. urodził im się syn - Paweł.
Pachnąca wsią ul. Chrzanowskiego
Całe dzieciństwo i młodość Paweł Huelle spędził w rustykalnej, jak mówił podczas spotkania, dzielnicy. Z wielkim sentymentem opowiadał o kaszubskich konnych wozach ciągnących furmanki na rynek w Oliwie, o ostatnim latarniku obsługującym gazowe latarnie uliczne, o węglu zwożonym pod kamienice wraz z nadchodzącą zimą, o gotowaniu przez gospodynie bielizny we wspólnych pralniach czy o tzw. sądnych dniach, czyli wypłatach stoczniowców, licznie zamieszkujących tę część miasta.
- Jak zaczynało się lato, to nie trzeba było wyjeżdżać na wakacje, bo miało się las, morze i wzgórza. Połączenie tych elementów natury dało przestrzeń zupełnie niebywałą dla dzieciństwa. Kochałem to rustykalne przedmieście, było mi tam dobrze - ciągnął pisarz.
Dwa spojrzenia
Czas młodzieńczego buntu Paweł Huelle spędził w X Liceum Ogólnokształcącym.- To była karna kompania - wspomina ten okres pisarz i natychmiast dodaje.
- Jak kiedyś będziecie państwo we Wrzeszczu to polecam fantastyczną ciekawostkę architektoniczną. Ten budynek (szkoły) wygląda jak koszary Waffen–SS - jest brzydki, z lat 30., ceglany, ohydny - architektonicznie ohydny. Ale jak państwo zajdą z tyłu, na boisko, to zobaczycie nad dwoma portalami duże płaskorzeźby. To są alegorie pracy, postępu i wiedzy...
Kiedy Paweł Huelle opowiadał o brzydocie budynku i ideologicznej ohydzie płaskorzeźby, moja pamięć odtwarzała zasłyszaną swego czasu opinię cenionego historyka sztuki, Jacka Friedricha.
- To jest znakomity i bardzo ciekawy obiekt. Szczególnie interesująca jest rzeźba architektoniczna, akcentująca pierwotny układ szkoły dzielącej się na część męską i żeńską. Przedstawia nauczyciela z uczniami i nauczycielkę z uczennicami. [...] Męski relief został zamalowany, ponieważ stanowił cel dla pocisków z farbą. Był upstrzony plamami i postanowiono to ujednolicić zamalowując całość...
Eh, artyści pomyślałam i wróciłam myślami do biblioteki, w której pisarz opowiadał o penetracji szkolnych piwnic pełnych hitlerowskich czasopism poświęconych lotnictwu, a później o czasach studenckich i opozycyjnych wykładach dotyczących prawdziwej historii Polski.
Dwie powieści i album
„Kot i mysz”, „Haneman” i albumy „Był sobie Gdańsk” to pozycje, które w największym stopniu wpłynęły na gdańską świadomość Pawła Huelle.
Powieść „Kot i mysz” jest bliska gdańskiemu pisarzowi, ponieważ doświadczenia grassowskiego bohatera przypominają mu minione lata.
- Ja przeżywałem dzieciństwo paralelnie do Mahlkego. On fascynuje się tym, co dla niego, Niemca, było pewną obcością w przestrzeni gdańskiej - esencją polskości. Moja młodość i dzieciństwo to była fascynacja niemieckością, jako czymś czego już nie ma, ale pozostała choćby magia napisów. – mówił autor Weisera Dawidka.
Młody Huelle uczył się obcego mu języka na nagrobkach starego cmentarza w Brętowie, czy otoczeniu przedwojennych domów. - Iluż to Niemców nazywało się Briefe - żartował podczas spotkania.
Powieść Stefana Chwina w sposób szczególny zachwyca Pawła Huelle fragmentem, w którym autor opisuje sposób, w jaki Polacy wchodzili w posiadanie poniemieckich rzeczy.
Cykl albumów o Gdańsku pokazuje natomiast miasto nam nieznane, miasto, którego mury zostały odbudowane, ale nigdy nie wróciło do niego prawdziwe, portowe życie. To magiczne, odległe miasto, fascynuje Pawła Huelle, stąd jego szczególny sentyment do cyklu albumów.
Na zakończenie uroczego wieczoru w bibliotece, mistrz powiedział:
- Mam pomysł na powieść, która zacznie się od momentu budowy nasypu kolejowego, a skończy kiedy ponownie przejedzie tamtędy pociąg. Chciałbym w czapce motorniczego przejechać pierwszym składem i wtedy coś się zamknie w moim życiu.
Od dzisiaj czekam więc nie tylko na Trójmiejską Kolej Metropolitalną, ale również na nową powieść...
Paweł Huelle - pisarz w roli gawędziarza
- Nikt jeszcze nie skomentował
Ewa Kowalska - ...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 231
- Wpisów na blogu: 685
- Komentarzy: 1254
- Miejsc na mapie: 460

