Niekoniecznie, a na pewno nie w każdym. Wśród trójmiejskich muzeów na szczególną uwagę zasługuje Centrum Edukacji Archeologicznej „Błękitny Lew”, należące do Muzeum Archeologicznego w Gdańsku. Ze spichlerza zwanego obecnie Błękitnym Barankiem (dawniej Wisłoujście) dzieci wychodzą z wypiekami, a przeżycia związane z przejściem przez odtworzoną średniowieczną uliczkę, czy poszukiwaniem „skarbów” ukrytych w piasku, na długo pozostają w pamięci.
Dobre wieści rozchodzą się szybko…
O tym, co dobrego oferuje dzieciom „Błękitny Lew”, wiedzą nauczyciele szkół podstawowych i chętnie zapisują swoich podopiecznych na lekcje muzealne. Jak wielkie jest zainteresowanie tą formą edukacji, przekonałam się dzisiaj, towarzysząc „zerówkowiczom” jednej z gdańskich szkół podstawowych. Ilość umówionych grup przerosła, jak się okazało, możliwości organizacyjne muzeum i wspólny spacer przez średniowiecze musiał się odbyć w dwukrotnie większych grupach, niż to się zwyczajowo odbywa. Cóż było robić? Damy radę - pomyśleliśmy i ruszyliśmy…
Niezwykłe powitanie
Przy wejściu na ekspozycję, przywitało nas zdjęcie rekonstrukcji pięknie ubranej mieszczki, u której stóp spokojnie spoczywał sobie jej własny… układ kostny. Oczy dzieci zrobiły się okrągłe i nawet z twarzy klasowych urwisów zniknęły figlarne uśmieszki. Chwilową atmosferę grozy spotęgował, stojący w kolejnej sali, szkielet człowieka, z którym większość dzieci dość szybko się jednak oswoiła.
Życie w półmroku
Ledwo udało nam się uciec kościotrupom, a już czyhało na nas kolejne niebezpieczeństwo. Półmrok i dziwne dźwięki dochodzące z wąskiej uliczki, w którą wprowadziła nas pani przewodnik, zachęcały do ucieczki. Dzielni „zerówkowicze” stawili jednak czoła przeciwnościom losu, żeby już po paru chwilach oddać się magii miejsca.
Dzieci poznały z bliska życie codzienne, toczące się w centrum średniowiecznego Gdańska. Dotknęły świni „spacerującej” po mieście, uśmiały się na widok niekonwencjonalnych spodni ukrytych pod szatą bogatego gdańszczanina, wzięły do rąk szare mydło używane przez praczkę, rzuciły okiem na golasa kąpiącego się w balii i wsłuchiwały się w dźwięki dochodzące z warsztatu bednarskiego. Największą atrakcją było przymierzanie hełmu, wykutego właśnie przez płatnerza; z rąk do rąk przechodziły skórzane ochraniacze na buty; lekko przerażały niedzisiejsze ubrania zrekonstruowanych postaci; a kobieta siedząca u znachora, z pijawkami na plecach, budziła ogromną litość dzieci.
Piaskownica w muzeum
Ostatnim elementem średniowiecznej podróży stała się zabawa w piaskownicy. Tym razem dzieci nie wykopywały jednak z piasku odchodów osiedlowych kotów lecz bawiły się w archeologów. Znalezione części glinianych garnków i kości zwierząt, wędrowały po omieceniu ich pędzelkami do plastikowych woreczków, które zapewne przekazane zostały specjalistom do dalszych badań.
A jednak… muzeum :)
Hasło „Błękitny Baranek” mało komu kojarzy się z muzeum. To nowa placówka na naszym kulturalnym rynku, nie dziwią więc słowa jednej z małych uczestniczek dzisiejszej wyprawy:
- A mój tata mówił, że idziemy do teatru, a nie do muzeum.
Chcesz wiedzieć tyle, co Twoje dziecko? Wybierz się na
sobotnie warsztaty muzealne dla... rodziców:)
Więcej zdjęć TUTAJ
Czy w muzeum dzieci się nudzą?
Ewa Kowalska - ...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 231
- Wpisów na blogu: 685
- Komentarzy: 1254
- Miejsc na mapie: 460


Byłem z moją małą klasą:) Czyli moimi dziewczynami:)
Moja relacja - http://www.mmtrojmiasto.pl/blog/entry/2082/B%C5%82%C4%99kitny+baranek+czyli+Magia+%C5%9Aredniowiecza.html