Jak to jest z tymi karpiami? [wideo]

Dodane 2009-12-24 08.00 , komentarzy 5 Kategorie: Magazyn Miejsce: Trójmiasto, Tagi: karp, ryba, święta, wigilia, świąteczne potrawy, klub gaja, otoz animals,

Obrońcy karpi walczą o ich humanitarną sprzedaż, a sklepikarze i tak żywe ryby ładują do reklamówek. Czy ktoś ma rację w tym sporze?

karp|ryba|święta|wigilia|świąteczne potrawy|klub gaja|otoz animals

Jak to jest z tymi karpiami?

Autor: TOnZ

Na wstępie szczerze przyznam, że karpia nigdy w ustach nie miałam. W mojej rodzinie, która przygotowuje nawet więcej niż dwanaście potraw na wigilię, przyjęło się, że karpia się nie je, bo nikt go nie lubi (śmierdzi mułem - mama, za długo stałem za nim w PRL-u i teraz mi nie smakuje - tata, nie miałam okazji spróbować - siostra). Podobno jeszcze przed moimi urodzinami ktoś kiedyś przygotował potrawę z tej tradycyjnej świątecznej ryby, ale popytu na nią nie było. Dlatego też nigdy tym problemem zbytnio się nie przejmowałam.

Jednak nadeszły kolejne święta. Na nasz redakcyjny adres mailowy przyszły kolejne informacje o akcjach nawołujących do humanitarnego traktowania karpi.

- Po 3 latach doprowadziliśmy do zmiany prawa! Sejm, na wniosek Klubu Gaja, wprowadził poprawki do Ustawy o ochronie zwierząt i stało się oczywiste, że ryba nie jest rzeczą, a karp jest kręgowcem! Koniec z bezprawnym męczeniem karpi w okresie przedświątecznym! - apeluje Klub Gaja, który w tym roku zorganizował akcję "Lud lubi karpia, karp lubi lód!".

Chodziło o to, aby skłonić ludzi do kupna karpia w lodzie, a nie żywego. W obronie karpia stanęła także organizacja OTOZ Animals proponująca, aby każda osoba kupująca żywego karpia, przenosiła go do domu w wiaderku z wodą, a nie w foliowej reklamówce.

- Jeśli sklep oferuje żywe ryby, zwróć uwagę, czy zwierzęta mają zapewniony odpowiednio duży basen z czystą, dobrze napowietrzoną wodą - apelują przedstawiciele OTOZ Animals. - Jeśli zauważysz, że ryby okaleczają się nawzajem z powodu nadmiernego zagęszczenia, lub podduszone pływają na boku, jeżeli żywe ryby są sprzedawane do reklamówki, osobom nieprzygotowanym do zapewnienia im humanitarnego transportu, zrezygnuj z zakupu. Wybierz inny sklep!

Czytając te komunikaty zastanawiałam się, czy osoby kupujące karpie rzeczywiście przejmują się tym, w jakich warunkach przebywają ryby i jak je donieść do domu. Idąc na zakupy rzadko kupuję tylko jedną rzecz, a chcąc zrealizować prośbę Animalsów, nie ma praktycznie szansy kupić wielu produktów. Gdy udałam się do jednego z gdańskich hipermarketów, postanowiłam przy okazji sprawdzić, jak traktuje się w nim karpie. I faktycznie, przy ladzie z rybami pojawił się niebieski basen, w którym starały pływać się ryby. Miejsca było mało, karpi i klientów dużo. U nikogo nie zauważyłam wiaderka z wodą. Wśród czekających w kolejce, stały głównie osoby starsze i panie w średnim wieku. Na moje pytanie, czy karpie nie mają za mało miejsca, rozpoczęła się dyskusja na ten temat.

- W sumie, to chyba tak. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, bo ciągle tylko myślę o tym, co muszę jeszcze kupić. Ale karpia i tak kupię, bo co roku jemy tę rybę - stwierdza edna z klientek.

- Tu faktycznie jest za mało miejsca, ale z tego co się orientuję, to właściciele hodowli ryb, nie traktują ich wcale lepiej - to komentarz kolejne klientki.

- Teraz to wymyślają te akcje w obronie ryb, dla mnie to bez sensu. Przecież ryba i tak zostanie zabita i trafi na stół. Kiedyś za karpiem stało się godzinami i jak się go udało zdobyć, to był sukces. Moje dzieci nie chcą zabijać karpia, więc ja to robię co roku. Nie powiem, żeby to było przyjemne, ale ktoś to musi robić - mówi straszy pan i dodaje, że nie kupuje mrożonego karpia, bo gorzej smakuje.

Czy zatem hasła w obronie karpi trafiają w próżnię? Czy polską tradycją jest nie tylko jedzenie, ale też zabijanie karpia? I jeszcze jedno - dlaczego broni się tylko karpi? Co z innymi gatunkami ryb?

Jak wspomniałam, w moim domu nie je się karpia, ale inne ryby i owszem. W wannie moich dziadków co roku pływała jakaś ryba (chyba pstrąg), a na moje pytanie, co się stanie z tą rybką, babcia odpowiadała wymijająco, że dziadek wypuści do rzeki. Po kilku latach odkryłam, że dziadek zabijał te zwierzęta. Ta wiadomość bardziej mną wstrząsnęła (miałam 6 lat) niż informacja, że Św. Mikołaj nie istnieje.

Wśród moich znajomych, którzy powoli zakładają swoje rodziny i sami organizują wigilie, nikt nie przyznał się, że kupuje żywe ryby. Większość nie ma odwagi, czy też brzydzi się zabijania zwierząt i dużej ilości krwi, która z tym jest związana. Prawie każdy z nas odwiedzając przed świętami łazienkę, po kryjomu przypatrywał się pluskającej sięrybce, życząc jej wszystkiego dobrego. No ale potem zjadał.

Takimi hipokrytami bywamy przez lata. Czy zatem apele obrońców mają sens? Czy może są to puste hasła, jak twierdzi wielu klientów?


Karpie w jednym z gdyńskih hipermarketów (22 grudnia)
Komentarz weterynarza w sprawie sprzedaży żywych karpi

W razie sprzedaży żywych ryb, sposób ich pakowania musi uwzględniać dobrostan zwierząt oraz wykluczać narażanie ich na niepotrzebne cierpienie. Zalecaną metoda pakowania żywych karpi jest umieszczenie w pojemniku, wiaderku, ewentualnie w reklamówce napełnionymi odpowiednią ilością wody z dostępem powietrza. W przypadku braku możliwości zapewnienia odpowiednich warunków związanych z transportem żywego karpia bezpośrednio po zakupie przez konsumenta finalnego, zalecane jest uśmiercanie zwierząt w miejscu ich zakupu z zachowaniem wyżej wymienionych zasad.

Główny Lekarz Weterynarii

zgłoś nadużycie
Komentarze
Patryk Szczerba Patryk Szczerba
.... 2009-12-24 08.57

Bez komentarza ten filmik z Tesco. Ot, Święta po polsku. Życzę wszystkim, żeby w tym roku były one choć trochę inne:)

obrońca Gość
~obrońca
a ja życzę 2009-12-24 09.14

żeby Wam ość w gardle stanęła, bezwzględni oprawcy karpi!

Aleksander Masłowski Aleksander Masłowski
... 2009-12-24 20.30

Nasz stosunek do zwierząt (w tym do tych które zjadamy) jest miarą naszego człowieczeństwa. Żadna "tradycja" nie usprawiedliwia skazywania zwierząt na cierpienia większe niż te, które i tak są ich udziałem z powodu bycia naszym pokarmem. Polska tradycja kupowania żywych karpi, która powoduje konieczność wiezienia/niesienia ich potem ze sklepu do domu w siatce jest obrzydliwa i godna pogardy. Potem następuje niejednokrotnie nieumiejętne zabijanie biednej ryby przez domorosłych rzeźników, które cżesto "udaje się" dopiero za którymś razem. A ryba cierpi.
Cóż to za "wigilijna radość" skoro poprzedzona jest zadawaniem okrutnej śmierci na wpół poprzednio uduszonej istocie.

karp Gość
~karp
W ogóle o co ten karpiowy szum 2009-12-25 01.34

Śledzie, flądry .. też się duszą w sieciach/skrzynkach rybaków po wyciągnięciu z wody. A jakoś nikt z tego nie robi halo.

Aleksander Masłowski Aleksander Masłowski
... 2009-12-25 22.06

Tyż prawda

Dodaj swój komentarz: