Wspomnienia o niezwykłych ludziach

Sat-Okh - Indianin z Wrzeszcza

Dodane 2009-06-23 08.08 , komentarzy 10 Kategorie: Magazyn Miejsce: Wrzeszcz, Strzyża, Brętowo, Matarnia, Tagi: indianie, sat-okh, supłatowicz, stanisław supłatowicz,

W związku z niedawną bytnością Indian w Kolibkach, wypada przypomnieć prawdziwego Indianina, który sporą część życia spędził we Wrzeszczu.

Stanisław Supłatowicz - Sat-Okh

Autor: www.susannaleaassociates.com

W ostatni weekend w Kolibkach pojawiła się indiańska wioska. Miłośnicy kontaktu z kulturą rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, którzy wzięli udział w imprezie okazali się całkiem liczni. Jest to o tyle zaskakujące, że poetyka Indian w dzisiejszym świecie wydaje się być czymś niezwykle odległym. Okazuje się jednak, że ludzie, którzy z wypiekami na twarzach czytali książki o Indianach, ciągle pamiętają o swoich dziecięcych fascynacjach.

Wielka szkoda, że czas zabrał już do "krainy wiecznych łowów" autentycznego Indianina, a przy okazji gdańszczanina, Stanisława Supłatowicza, czytelnikom indiańskiej literatury lepiej znanego jako Sat-Okh, czyli Długie Pióro.

Historia jak z filmu

Sat-Okh był synem Polki zesłanej na Sybierię, podobnie jak tysiące jej podobnych polskich patriotów, jeszcze za cara, wspominanego nieraz z łezką w oku przez tych, którzy zawsze uważają, że to co było, jest lepsze niż to co jest. Matka Sat-Okha, Stanisława Supłatowicz, wraz z grupą innych zesłańców zbiegła z Syberii, i w niesamowitych okolicznościach dotarła najpierw na Alaskę, a potem do Kanady. Nie była to, jak łatwo się domyślać, podróż komfortowa. Nie wiele brakowało, by próbę wyrwania się z zesłania przypłaciła życiem. Zaopiekowali się nią jednak Indianie z plemienia Shawnee.

Wśród Indian Stanisława Supłatowicz nazywana była Ta-Wach, czyli "Biały Obłok". Tak mógłby się zaczynać scenariusz przygodowego filmu, dziejącego się na "dzikim zachodzie", nieprawdaż? A historia ta zdarzyła się naprawdę, dowodząc, że życie jest w stanie napisać takie historie, jakich nie wymyśliłby żaden scenarzysta.

Dalsza część losów Białego Obłoku przebiegała równie barwnie, co nie znaczy, że luksusowo. Została żoną wodza plemienia imieniem Wysoki Orzeł (Leoo-Karko-Ono-Ma). Z tego związku przyszedł na świat w 1922 r. (według innej wersji w 1920) syn, którego nazwano "Długim Piórem", czyli właśnie nasz wszeszczański Indianin, Stanisław Supłatowicz.

Szokujący powrót

Dzieciństwo Sat-Okha to świat trudnej walki o przetrwanie w warunkach kanadyjskiej tajgi, a jednocześnie niezwykła rzeczywistość kultury, o której my tutaj, w Europie, mamy dość mgliste pojęcie. Świat ten był na tyle inny, że kiedy w 1937 roku, los przeniósł szesnastoletniego Sat-Okha z lasów Kanady, do rodzinnego kraju jego matki, chłopak przeżył szok i przez rok nie powiedział jakoby ani słowa. Szok jednak z czasem minął, a Sat-Okh stał się Stanisławem Supłatowiczem.

Być może wróciłby do Kanady, gdyby nie to, że niedawno odrodzona ojczyzna jego matki miała przed sobą jeszcze zaledwie rok istnienia. Stanisław Supłatowicz natychmiast po wrześniowej klęsce znalazł się w strukturach polskiego państwa podziemnego. Został jednak zdemaskowany, aresztowany i wysłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Udało mu się jednak uciec z transportu i tak trafił do polskiej partyzantki na Kieleccyźnie. Znowu historia jak z filmu...

Kozak na wojennej ścieżce

W partyzantce nie przybrał jednak pseudonimu "Orzeł", "Strzała", "Mustang", ani żadnego innego, którego można by się spodziewać po dziecku indiańskiego plemienia. Przezwał się "Kozakiem" i pod tym pseudonimem walczył z Niemcami. A walczył niezwykle skutecznie, bowiem to, czego się nauczył w dzieciństwie od swoich kanadyjskich pobratymców, okazało się nieoczekiwanie bardzo użyteczne w lasach Kielecczyzny.

Po wojnie, jako członek Armii Krajowej, był aresztowany przez władzę ludową. Wyszedł jednak cało z tej opresji. Zdążył być też marynarzem - pływał na statkach ratownictwa morskim i w Polskich Liniach Oceanicznych, w tym m.in. na "Batorym".

W poszukiwaniu korzeni

Odbył też podróż w rodzinne strony, gdzie odnalazł, z górą już stuletniego ojca, Wysokiego Orła, i innych członków swojego plemienia. Podobno zabrał ze sobą polskie filmy, by pokazać, w jakim kraju przyszło mu żyć. Wśród tych filmów miał znaleźć się również "Potop", który zyskał szczególne uznanie wśród indiańskich krewnych Sat-Okha.

W 1958 roku napisał pierwszą książkę. Była to autobiograficzna powieść pt. "Ziemia słonych skał". I tak zaczęła się jego przygoda z piórem. Napisał wiele książek, które były chętnie czytane, a nawet tłumaczone na obce języki. W odróżnieniu od klasyków literatury indiańskiej takich jak Karol May, który miał niewielkie pojęcie o realiach "dzikiego zachodu", książki Sat-Ohka pełne są autentyzmu, niesamowitych opisów północnoamerykańskiej przyrody, z którą jego bohaterowie żyją w pełnej harmonii, która obca jest Europejczykom.

Zmarł w Gdańsku w 2003 r., a miejsce wiecznego spoczynku znalazł na cmentarzu Srebrzysko. I tutaj czas na korektę. Na wstępie pozwoliłem sobie na stwierdzenie, o odejściu Sat-Okha do "krainy wiecznych łowów", będą w pełni świadomym, że określenie to wielce niepoprawne. Sam Sat-Okh uczył, że nie istnieje nic takiego jak "kraina wiecznych łowów", bowiem tam, w indiańskiej wieczności polować nie trzeba, a ludzie wreszcie mogą żyć w zgodzie i harmonii ze zwierzętami i całą naturą.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Axis.3City Axis.3City
Niesamowita historia 2009-06-23 09.47

Wspaniala historia, niezwykly zycie ktore przemknelo obok przez wielu pewie niezauwazone.
Choc zyciorys Sat-Okh nie nalezy do bezbolesnych, zazdroszcze mu.
Zazdroszcze osobom ktore go spotkaly, mialy okazje posluchac jego opowiesci.

Patryk Siedliński Patryk Siedliński
. 2009-06-23 10.44

masz racje z tym zyciem obok. Ciekawe ile osób wiedziało o jego istanieniu? ja np nie

Magrat Magrat
? 2009-06-23 10.53

no co Wy? o "Białym mustangu" nie słyszeliście? ;) myślałam, że Sat-Okh to taka dziecięca klasyka

Djarum Djarum
:) 2009-06-23 11.21

ja nawet mam jego ksiązkę z autografem :PPP ale z tego co wiem a bylo to jakies 10 lat temu to mieszkał na trakcie wojciecha w okolichach ul.gościnnej :)

Łukasz Stafiej Łukasz Stafiej
słyszeliśmy 2009-06-23 14.53

też mam jego książki w domu:)

Patryk Siedliński Patryk Siedliński
. 2009-06-23 14.55

to Tylko ja jestem zacofany:(

Łukasz Stafiej Łukasz Stafiej
raczej do przodu 2009-06-23 17.23

bo jego książki to dawne czasy:)

garek7 garek7
Chwila zadumy... 2009-06-29 13.53

Piekne ksiazki mlodosci.
Szpitalne dni mijaly pogodniej z lektura Sat-Okh - pamietam jak sam chcialem byc indianskim wojownikiem...
Oczami wyobrazni ujezdzalem mustangi, polowalem na renifery i bizony, kanadyjkami przemierzalem polacie dzikich lasow...
Ach... piekne wspomnienia :)
A bylo tak blisko by moc podziekowac za to...
Pojecia nie mialem o jego jakze zawilym zyciorysie - dziekuje!
pozdro dla milosnikow tworczosni Polskiego Indianina

TeresaW Gość
~TeresaW
pytanie 2009-12-18 23.43

Obejrzalam wlasnie program o Sat-Okh'u, potem poszukalam informacji w internecie ale nic nie ma o tym czy byl zonaty, czy ma dzieci, czy mial rodzenstwo itp. czy wiadomo cos na ten temat?

henryk.h. Gość
~henryk.h.
SAT-OKH 2010-01-08 16.50

Miał syna który chodził do podstawówki nr 27w Gdyni
Mógł być z rocznika 1952.

Dodaj swój komentarz:

Aleksander Masł...

Aleksander Masłowski

X Miejsce w rankingu

Pasjonat historii Gdańska, aktualnie przewodnik turystyczny po Gdańsku i okolicy. Zapraszam do wspólnego zwiedzania.