*
Wokół Jarmarku Dodane 2010-07-29 13.00 , komentarzy 6

Jarmark Dominikański 2010: Cuda św. Dominika

Kategorie: Magazyn Tagi: jarmark, cuda, św. dominik,

Już za parę dni zaczyna się Jarmark Dominikański. Ponieważ jednak jego historia wiąże się z osobą św. Dominika, wypada się zająć nieco tą postacią.

Skoro przez najbliższych kilka tygodni św. Dominik towarzyszyć ma nam na każdym niemalże kroku, warto przyjrzeć się bliżej tej postaci. Życiorys świętego znaleźć można w wielu miejscach i wersjach. Znacznie mniej znane są jego przygody, które uwieczniono jako niewątpliwe cuda, a ich niezaprzeczalnie niezwykły charakter wart jest przypomnienia. Poniżej przytaczam kilka z przygód świętego.

Cud z książkami

Pewnego dnia św. Dominik w drodze do Tuluzy przechodził przez rzekę Ariège. Pech chciał, że gdzieś pośrodku nurtu pakunek z książkami niesionymi przez świętego wpadł do rzeki i zniknął w wodzie. Święty, jak to święty, nie bywa specjalnie przywiązany do doczesnych dóbr, a Dominik był akurat tak zatopiony w pobożnych rozmyślaniach, że ani nie zauważył, że coś mu wypadło, ani nie usłyszał plusku wody zamykającej się nad cennym pakunkiem.

Ile warta była dowolna książka na przełomie XII i XIII w. wie każdy, kto słyszał o tomach przykutych łańcuchami do pulpitów w klasztornych czytelniach. Strata była więc dość dotkliwa pod względem materialnym. Dominik zorientował się że książki zniknęły dopiero kiedy dotarł do domu pewnej niewiasty, która nie pierwszy raz udzielała mu schronienia w jego apostolskich podróżach. Starsza pani zaczęła rozpaczać nad stratą, na co Dominik odrzekł, że straty i inne nieszczęścia należy przyjmować z pokorą jako dopust boży.

Nazajutrz udał się w dalszą drogę. A trzy dni po rzecznej przygodzie rybacy, łowiąc ryby w tej samej rzece, poczuli spory ciężar w sieci. Przekonani, że złapali solidną rybę, ciągnęli z zapałem, aż wyciągnęli... książki Dominika. A gdzie tu cud? Otóż książki były suche i niezniszczone przez wodę, mimo, że nie były w żaden sposób przed nią zabezpieczone. Cud ten zdaje się wyznaczać św. Dominika na patrona bibliotek i bibliofilów na terenach zagrożonych powodziami.

Wino

Innym razem Dominik podróżował w towarzystwie swoich zakonnych braci. Zbliżała się pora posiłku, na menu którego miał się składać, jak to u zakonników bywa, wyłącznie suchy chleb. Wśród towarzyszy Dominika znajdowali się jednak i tacy, którzy, od niedawna goszcząc w zakonie, a uprzednio przyzwyczajeni do znacznie wyższych standardów kulinarnych, oświadczyli, że nie przełkną suchego chleba bez popitki. Trzeba było sięgnąć po wino, które oprócz chleba, w celach wyłącznie liturgicznych zapewne, Dominik miał przy sobie. Wina jednak było bardzo mało.

Nie zrażając się skromną jego ilością święty wlał je do naczynia, w którym z biedą zasłoniło dno. Uzupełnił objętość naczynia wodą i tak sporządzoną miksturę rozdzielił wśród ośmiu towarzyszących mu braci. Ci gryźli suchy chleb i popijali napojem swojego przewodnika i, ku ogólnemu zaskoczeniu, stwierdzili zgodnie, że tak dobrego wina nie pili jeszcze nigdy w życiu. Cud z winem nie jest może oryginalny, ale za to organizatorzy biwaków mogą z pewnością szukać wstawiennictwa św. Dominika w sytuacji skromnych zasobów i dużej frekwencji biwakujących.

Chleb dla głodnego wędrowca

Jeśli ktoś miałby ochotę czynić niestosowne uwagi na temat modlenia się do św. Dominika w sprawie braku wina, niech posłucha o następnym cudzie, który też predestynuje świętego do patronatu nad kiepsko zaopatrzonymi wyprawami terenowymi.

Otóż w trakcie kolejnej podróży towarzyszył Dominikowi brat pochodzący z okolic, które dotknęła akurat klęska głodu. Osobnik był tak niedożywiony, że z trudem nadążał za swoim mistrzem, który, żyjąc sprawami duchowymi, nie zwracał specjalnej uwagi na to, czy jadł czy nie jadł. Przemieszczał się za to z niepohamowaną energią, charakterystyczną dla świętych. Towarzysz w pewnym momencie padł na ziemię, a zapytany, czemu się ociąga, oświadczył, że jest tak głodny, że nie zrobi już ani kroku.

Dominik skłonił go do powstania i przejścia jeszcze pewnego dystansu, podczas którego modlił się w sprawie głodu swojego towarzysza. Nie uszli zbyt daleko, kiedy tuż przy drodze ujrzeli spoczywający spokojnie na trawie wielki bochen chleba, zawinięty, jak to bywa tylko w legendach o świętych, w nieskazitelnie białą szmatkę. Wygłodzony braciszek najadł się wreszcie do syta i mógł kontynuować podróż. Czy podzielił się z Dominikiem, o tym legenda milczy.

Ale jak to zwykle bywa, zaspokojenie potrzeb podstawowych zrodziło w najedzonym towarzyszu świętego potrzebę natury wyższej. Zapragnął mianowicie wiedzieć skąd mógł wziąć się na pustkowiu świeży chleb. Dominik zasugerował mu na to, by, skoro się najadł, nie interesował się specjalnie skąd wzięło się jedzenie. Stąd morał: jeśli wycieczka jest nakarmiona, nie powinna zadawać zbyt wielu pytań co do pochodzenia posiłku.

Przez zamknięte drzwi

Dwukrotnie w życiu świętego miał miejsce cud z przejściem przez zamknięte drzwi. Pierwszy raz zdarzyło się, że dotarł wraz z braćmi do klasztoru na długo po zamknięciu bramy i ogłoszeniu ciszy nocnej. Można było oczywiście skorzystać z dzwonka, ale po pierwsze obudziłoby to śpiących w klasztorze zakonników, a poza tym byłoby to mało cudowne rozwiązanie. Dominik polecił swoim braciom modlić się przed bramą, a kiedy ci, zamknąwszy oczy, przystąpili do wykonania polecenia szefa, znaleźli się w trudny do wyjaśnienia sposób po drugiej stronie zamkniętych wrót.

Drugi cud, identycznej treści zdarzył się świętemu po wyczerpującej dyspucie z heretykami, kiedy chciał pokrzepić się modlitwą w zamkniętym już z powodu późnej pory kościele. Jeśliby więc naukowcy, od lat w pocie czoła pracujący nad teleportacją, potrzebowali patrona, św. Dominik nadaje się idealnie.

Podobnych cudów było w życiu patrona gdańskiego jarmarku wiele. Można by je opowiadać długo. Powyższe są jedynie skromną próbką cudownych przygód św. Dominika. Jeśli chcielibyście przeczytać o innych - dajcie znać w komentarzach.

Zobacz też:



Zobacz jakie możliwości daje Ci MMTrojmiasto.pl >>

Nasza akcja: Ale obciach!PGE Arena Gdańsk | Przewodnik po Pomorzu



X

Miejsce
w rankingu
Aleksander Masłowski

Pasjonat historii Gdańska, aktualnie przewodnik turystyczny po Gdańsku i okolicy. Zapraszam do wspólnego zwiedzania.

Autor ostatnio dodał:

Komentarze

pirat Gość
~pirat
z wielka checia 2010-07-29 13.26

bym poczytal o sw Dominiku

Dominika Dankowska Dominika Dankowska
św. Dominik 2010-07-29 13.39

bliski jest mi ten patron :)

Koń Gość
~Koń
podbijam temat! 2010-07-29 14.23

Więcej cudów panie Aleksandrze!

Magrat Magrat
też poproszę :) 2010-07-29 14.26

jest więcej o alkoholu?

Patryk Siedliński Patryk Siedliński
haha 2010-07-29 15.36

:))) nie daj się prosić Aleksandrze;)

Aleksander Masłowski Aleksander Masłowski
Nie dam :) 2010-07-29 18.34

Następny odcinek w drodze :) Tym razem o diabłach będzie :)

Dodaj swój komentarz: