Cykl obrazów autorstwa Hansa Vredemana de Vries opuści w tym tygodniu mury ratusza. Przez rok ich nowym domem będzie Muzeum Narodowe w Gdańsku.
Katechizm na ścianie
Cykl olejnych obrazów, które w XVI wieku ozdobiły Wielką Salę Rady, stanowił artystyczny katechizm dla rządzących miastem. Malowidła przedstawiają kolejno Sprawiedliwość, która była w owym czasie fundamentalną zasadą moralną, Mądrość, Pobożność, Zgodę, Wolność i Stałość. Całość artysta zwieńczył malarską wizją Sądu Ostatecznego (zgodną z panującą w owym czasie konwencją kalwińską), przypominająca ziemskim sędziom o ich wielkiej odpowiedzialności.
Radość dla każdego
Zdjęcie obrazów ze ścian ratusza i wyeksponowanie ich w Muzeum Narodowym w Gdańsku, zbiegło się z zamiarem przeprowadzenia badań konserwatorskich średniowiecznych malowideł ściennych, od ponad czterdziestu lat przykrytych tkaniną.
Dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska Adam Koperkiewicz i konserwator sztuki Maria Bojarska nie kryli w trakcie spotkania nadziei, na szereg niespodzianek związanych z nowym dotykaniem historii. Historyków sztuki ucieszyła natomiast rzadka okazja do możliwości przeanalizowania najdrobniejszych detali malarskiej wirtuozerii niderlandzkiego mistrza.
Po zakończeniu prac przewidywana jest nowa aranżacja wnętrza Sali Czerwonej, ale o jej wyglądzie, jak powiedziała Maria Bojarska, nie można wyrokować przed rozpoczęciem prac.
Świadek historii
Drugim, obok mistrza Vredemana, bohaterem wtorkowej konferencji prasowej, był Wacław Rasnowski, który brał udział w powojennych pracach konserwatorskich w ratuszu. Bezpośrednio po spotkaniu został otoczony wianuszkiem dziennikarek i konserwatorów zabytków, ciekawych jego niezwykłych wspomnień.
Czy to za sprawą oddziaływania dzieł Vredemana, czy serdecznych relacji pomiędzy dyrektorami Muzeum Historycznego Miasta Gdańska i Muzeum Narodowego w Gdańsku - konferencja prasowa miała niezwykły charakter. Pozbawiona zwyczajowo oficjalnego tonu sprawiła, że jej uczestnicy niechętnie opuszczali mury ratusza, a wymianie doświadczeń i opinii nie było końca.


